piątek, 24 kwietnia 2015

1922-2015

Zmarł człowiek przyzwoity

Jak się ktoś urodził człowiekiem, to łatwiej mu jest być człowiekiem, niż stać się świnią. 




Kocham moich rodaków, choć doprowadzają mnie do cholery. 


Profesor Władysław Bartoszewski 
1922-2015

poniedziałek, 2 marca 2015

Polityka......Polityk

Polityka
działalność jakiejś grupy społecznej lub partii mająca na celu zdobycie i utrzymanie władzy państwowej; też: cele i zadania takiej działalności oraz metody realizacji takich zadań

Polityk
osoba zawodowo zajmująca się polityką
(definicje według Słownika Języka Polskiego PWN)

lub jak to mistrzowsko ujął Józef Bułatowicz..... szczegóły w Kąciku poetyckim. 
Zapraszam.

niedziela, 15 lutego 2015

'Ludzie w ogóle nie myślą. Oni tylko myślą, że myślą.'

zdjęcie: www.spryciarze.pl
                                                      

Dla tych, którzy zestarzeć się nie planują, garść cytatów autorstwa  
Marka Twaina 
w Kąciku poetyckim zamieszczam.

czwartek, 5 lutego 2015

Zima, ach to ty....


                     Zima jest piękna do pewnego stopnia... Celsjusza.

  Więcej myśli ulotnych, acz serce rozgrzewających, autorstwa 
                               Tadeusza Gicgiera 
                        czycha w Kąciku poetyckim.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Święta, Święta...


Własnego skrawka nieba, muzyki, piękna, poezji, odpoczynku, zwolnienia oddechu, dystansu do tego co wokół i chwil roziskrzonych śmiechem życzą Aylla i Wkurzak

poniedziałek, 27 maja 2013

Powody i ptaszkowie

Powodów mało mamy  do dumy
Lecz każdy z nas ma je we krwi.
Dawnośmy zjedli wszystkie rozumy, 
Teraz nas mdli.

Do 'Kącika poetyckiego' usłużnie zapraszam w imieniu Adama Kreczmara.

czwartek, 25 kwietnia 2013

101. Wpis na ‘setkę’- c.d.

Brawom i owacjom na cześć wujka nie było końca, a i kilka toastów za zdrowie jego bezcenne spełniono. ( W owym czasie w tego rodzaju sytuacjach towarzyskich nie partycypowałam, więc teraz nadrabiam.)

Minął jakiś czas, wujek pojawił się w naszym domu w godzinach wczesnowieczornych, czyli w czasie, gdy mnie do snu składano. Pomna doświadczeń, łagodnie uprosiłam wujka, by mnie do snu ukołysał (czytaj: podskakując niemiarowo, skandowałam ‘Wujku, bajka!!!). Moja perswazja odniosła skutek- wuj poprowadził mnie do sypialni, otulił kołderką i zaczął snuć opowieść.

Wuj nie wiedział, że dzieci najbardziej lubią te bajki, które już znają. Jego fantasmagorie o jakimś tam smoku czy innym dinozaurze nie przypadły mi do gustu, więc zaproponowałam (dość natarczywie) powtórkę z rozrywki, czyli bajkę o księżniczce jeszcze raz. Wuj się zgodził i w miarę ochoczo rozpoczął opowieść z arystokratką w roli głównej. Kolejna rzecz, o której wuj nie wiedział, (bo i skąd miał tę wiedzę czerpać) to to, że dzieci świetnie zapamiętują bajki, które im się podobają. Dotyczy to również szczegółów w nich zawartych.

Tu mała dygresja- wujek był osobą twórczą i na słowie ( głównie pisanym) się zawodowo znał. Darzył je wielką atencją i w jego obronie niejeden pojedynek stoczył (intelektualny, ma się rozumieć). Jego przeciwnikami w tych potyczkach były zwykle osoby równe mu wykształceniem i oczytaniem. Ale, najwyraźniej, był zdeterminowany stanąć w szranki z każdym, jeżeli sytuacja tego wymagała.

Wróćmy do opisywanego wieczoru. Leżąc w łóżeczku, opatulona kołderką, całą sobą gotowa byłam zanurzyć się w świat księżniczki i jej nieprawdopodobnych przygód. Wujek snuł opowieść niby sprawnie, ale pomijając szczegóły (dziś wiem, że ich zwyczajnie nie pamiętał). Stąd też, od pewnego momentu, opowieść wyglądała mniej więcej tak:

Wuj: …. I wtedy na tle burych murów zamczyska pojawił się cień rycerza na rączym koniu.
Ja: A sukienka? O sukience królewny opowiedz.
Wuj: Królewna miała szaty piękne, szczególnie lubiła różową sukienkę…..
Ja: Różową? To była niebieska sukienka.
Wuj: Dobrze, szczególnie lubiła niebieską sukienkę. Gdy dojrzała rycerza galopującego w stronę zamku…….
Ja: A buty? Zapomniałeś o butach! Opowiedz o butach!
Wyj: Buty miała atłasowe, w kolorze nieba o poranku….
Ja: Jakie?! To nie te!

 Dialog trwał w podobnym tonie jeszcze kilka minut zanim wujek mój stracił: 1. chęć do snucia opowieści, 2. nerwy, 3. panowanie nad sobą oraz 4. zdrowy rozsądek. Zamiast potulnie iść, gdzie go dziecięca pamięć prowadziła, zaczął tłumaczyć trzy- lub czterolatce, że wzmiankowane przez nią szczegóły nie były istotne dla przebiegu akcji, nie stanowiły też zaczątku jakiejś rozbudowanej metafory i w ogóle nic nie wnosiły do fabuły, co czyniło je nieistotnymi oraz bezkarnie podatnymi na zmiany.

 No, ludzie trzymajcie mnie! Z takim tekstem do dziecięcia, co jeszcze czytać nie umie i na pamięci swej jedynie polegać może, by się w świat nierealny, acz upragniony przenieść!! To chyba samobójcą trzeba być! Albo wariatem! Albo kombinacją obu!! Pożałował chłopina swego niedostosowania społecznego - w odpowiedzi na takie dictum wytoczyłam mój najostrzejszy argument- zaczęłam ryczeć ile powietrza w płucach, co natychmiast uruchomiło mego ojca. Wpadł do sypialni, by zastać widok następujący: ja- skąpana we łzach, prawie bez tchu, próbująca coś wyartykułować, ale bez sukcesu. Wuj: wściekły do nieprzytomności, wytaczający swoje największe działo-argument, że to jego tekst, jego dzieło i, w związku z tym, może je dowolnie zmieniać, modyfikować, a nawet zapomnieć- jeśli taka jego wola.

 Mój ojciec najpierw zbaraniał w progu, potem się lekko zawiesił, ale na krótko. Zresetował komputer pokładowy swego mózgu, zebrał myśli, przeanalizował zastałą sytuację i do działania przystąpił. Kategorycznie wyprosił wuja z pokoju, dziecię utulił i lodami czekoladowymi napasł, żeby je czymś zatkać i żeby ryczeć przestało. Na obu frontach odniósł sukces- wuj został odizolowany, a pociecha- umęczona płaczem oraz umorusana czekoladą -w końcu z wyczerpania usnęła.

 W owym czasie nie potrafiłam zrozumieć uporu wuja, by trwać przy swoim i dawać intelektualny odpór argumentom emocjonalnym. Może niektórzy z Was powiedzą; ‘ Wariat, do leczenia się nadaje.’ Niewykluczone, ale po latach zaczynam go rozumieć- odruchowo walczył o niezależność i integralność twórcy. Wiedział, że to jedyna rzecz, która sprawia, iż słowo jest silniejsze od miecza. Wykazał się nieprawdopodobną wręcz odwagą cywilną, by stanąć w szranki z przeciwnikiem, który był, w gruncie rzeczy, nie do pokonania- płacz dziecka to najsilniejsza broń na tym świecie. Dał mi lekcję, której zrozumienie trwało wiele lat. Być może trzeba było zrobić 100 postów na blogu, by w końcu  sobie tę prawdę przypomnieć.

 Już to kiedyś napisałam: mądrość przychodzi z pamięcią.