Dawno, dawno temu, za górami, za lasami i dolinami (jak ktoś daleko od Najjaśniejszej Rzeczypospolitej mieszka) żyłam sobie Ja. ( N.B. Nadal żyję - na złość ZUS-owi, który już się boi, że do emerytury dociągnę, co jest równoznaczne z koniecznością mi jej wypłacania. W strachu tym towarzyszą ZUS-owi różne OFE, w których mam konta indywidualne- jeszcze).
Ale do rzeczy. Gdy dziecięciem w kolebce byłam, spać ci ja nie chciałam, oj nie. W celu namówienia mnie do tej (skądinąd nudnej i mało twórczej) czynności, rodzice moi imali się różnych sposobów. Metodą prób i błędów wyszło im na to, że, nie masz jak bajka na dobranoc. Czytanych nie preferowałam, skłaniając się ku tym na bieżąco wymyślanym. Te hołubiłam i w łaskawej pamięci zachowywałam.
Ukołysanie dziecka do snu nie jest rzeczą prostą, a i często bywa procesem długotrwałym.
Ta druga cecha bywa szczególnie niewygodna w sytuacji, gdy do domu zawitają gości, a dzieciaka trzeba odesłać w objęcia Morfeusza szybko i sprawnie, żeby danie gorące podać
o rozsądnej porze. Położenie dość patowe, chyba, że ktoś z przybyłych na ucztę usłużnie zgłosi się do tej niewdzięcznej roboty na ochotnika. O takich straceńców nie jest łatwo, ale nadzieja umiera ostatnia.
W opisywanym przeze mnie przypadku kamikaze taki się znalazł, a jego zgłoszenie wywołało niekłamane zaskoczenie na twarzach biesiadników. Wzmiankowanym ochotnikiem był mój nieżyjący już wujek- mężczyzna o wielu przymiotach intelektu i wyglądu, niestety skażony pewną cechą szalenie w tej sytuacji niepożądaną. Otóż wuj mój urodził się już stary i w tym stanie ducha spędził całe życie. Mimo, iż cieszył się niesłabnącym zainteresowaniem płci przeciwnej, której wiele przedstawicielek proponowało mu zagospodarowanie ich samotności, nigdy nie założył rodziny, a jego doświadczenie w zajmowaniu się istotami bardzo nieletnimi oscylowało w granicach zera absolutnego. Do dziś nie ogarniam rozumem stopnia desperacji rodziców mych, skoro zgodzili się powierzyć utulenie do snu swego jedynego potomka ( czyli mnie) osobnikowi tak słabo do tej czynności przysposobionemu. Widać desperacka sytuacja wymaga desperackich kroków.
Chwilę potem leżałam w łóżeczku, obok którego zasiadł mój wujek i zaczął snuć opowieść o księżniczce i jej tarapatach z różnych baśniowych sytuacji wypływających. Śliczna historia, podana głębokim, aksamitnym głosem wujka zrobiła swoje- dotarłszy do szczęśliwego zakończenia, z błogim uśmiechem na liczku zapadłam w krainę marzeń. Wszystko trwało nie więcej niż dwadzieścia minut, po którym to czasie triumfujący wuj wyłonił się z mojej sypialni, aby przyjmować gratulacje od zebranych, w tym: ‘achy i ochy’ od pań stanu wolnego, poklepywania po ramieniu od mężczyzn dzieciatych oraz wyrazy szacunku od rodziców mych.
Czy to już koniec tej historii? Oczywiście, nie- miała swój dramatyczny ciąg dalszy, który Wam ’bez zbędnej zwłoki’ (czyli- kiedyś tam) opiszę. Jaki jest związek tej historii z setnym wpisem na blogu- nie mam pojęcia, ale pewnie jakiś jest, skoro- gdy poczułam potrzebę napisania go- właśnie ten epizod z mojego dzieciństwa przyszedł mi do głowy.
wtorek, 23 kwietnia 2013
niedziela, 17 marca 2013
Wiedza bezużyteczna
..... ale czy to wiadomo, co się kiedyś w życiu może przydać?
Albert Einstein nie potrafił zapamiętać swojego numeru telefonu.
W 1953 roku firma Samsung produkowała cukier.
Kot Johna Lennona miał na imię Elvis.
50% piłek futbolowych pochodzi z Pakistanu.
W XVII wieku język polski był językiem międzynarodowym.
Hatebeak (death metal) jest jedynym zespołem na świecie, w którym wokalistą jest papuga.
Analgezja to rzadka choroba genetyczna, która sprawia, że chory nie czuje bólu fizycznego.
Komarom najbardziej smakuje krew pijanych osób.
W języku gruzińskim słowo 'mama' oznacza ojca.
Uderzając głową o ścianę przez 24 godziny non stop spalisz 5000 kalorii.
Józef Stalin uczęszczał do seminarium duchownego.
Adolf Hitler był wegetarianinem.
Wpisanie do Google hasła 'do a barrel roll' spowoduje obrót ekranu o 360 stopni.
Suma liczb na kole ruletki wynosi 666.
Ciało człowieka zawiera wystarczającą ilość węgla do wyprodukowania 8 ołówków.
Populacja ludzi na całym świecie jest mniejsza niż ilość bakterii w ustach człowieka.
'Talikogenic' to filipińskie słowo określające osobę ładną tylko, gdy patrzymy na nią od tyłu.
Nakręcenie filmu 'Titanic' kosztowało więcej niż sam legendarny transatlantyk.
"Was it a car or a cat I saw?' (wasitacaroracatisaw) to najdłuższe zdanie w języku angielskim, które czytane od przodu i od tyłu znaczy to samo.
Związki chemiczne, z których zbudowane jest ciało człowieka kosztują łącznie 6,25 dolara.
I tym optymistycznym akcentem......
źródło: bezużyteczna.pl
Albert Einstein nie potrafił zapamiętać swojego numeru telefonu.
W 1953 roku firma Samsung produkowała cukier.
Kot Johna Lennona miał na imię Elvis.
50% piłek futbolowych pochodzi z Pakistanu.
W XVII wieku język polski był językiem międzynarodowym.
Hatebeak (death metal) jest jedynym zespołem na świecie, w którym wokalistą jest papuga.
Analgezja to rzadka choroba genetyczna, która sprawia, że chory nie czuje bólu fizycznego.
Komarom najbardziej smakuje krew pijanych osób.
W języku gruzińskim słowo 'mama' oznacza ojca.
Uderzając głową o ścianę przez 24 godziny non stop spalisz 5000 kalorii.
Józef Stalin uczęszczał do seminarium duchownego.
Adolf Hitler był wegetarianinem.
Wpisanie do Google hasła 'do a barrel roll' spowoduje obrót ekranu o 360 stopni.
Suma liczb na kole ruletki wynosi 666.
Ciało człowieka zawiera wystarczającą ilość węgla do wyprodukowania 8 ołówków.
Populacja ludzi na całym świecie jest mniejsza niż ilość bakterii w ustach człowieka.
'Talikogenic' to filipińskie słowo określające osobę ładną tylko, gdy patrzymy na nią od tyłu.
Nakręcenie filmu 'Titanic' kosztowało więcej niż sam legendarny transatlantyk.
"Was it a car or a cat I saw?' (wasitacaroracatisaw) to najdłuższe zdanie w języku angielskim, które czytane od przodu i od tyłu znaczy to samo.
Związki chemiczne, z których zbudowane jest ciało człowieka kosztują łącznie 6,25 dolara.
I tym optymistycznym akcentem......
źródło: bezużyteczna.pl
czwartek, 7 marca 2013
Wpis zupełnie od czapy i ni priczom
W. Szymborska ‘Jelonek’
Starość idzie Drogi Panie,
Coraz cięższe wypróżnianie.
Coraz cięższe wypróżnianie.
Coraz częściej w brzuchu burczy,
Kusiek mi się mocno skurczył.
Gniotą kark przeżyte lata,
Bolą nerki i prostata.
Wzrok nieostry, w stawach strzyka,
Chyba już nie będę bzykał !
Nawet moja białogłowa
Wdzięki swe przede mną chowa
Kusiek mi się mocno skurczył.
Gniotą kark przeżyte lata,
Bolą nerki i prostata.
Wzrok nieostry, w stawach strzyka,
Chyba już nie będę bzykał !
Nawet moja białogłowa
Wdzięki swe przede mną chowa
Twierdząc, żem nie konik polny
I do skoków już niezdolny.
A ja jestem jak ze stali :
W starym piecu diabeł pali,
Marzy mi się jeszcze skok,
Taki nagły, męski w bok.
Popić tęgo, jak Zagłoba
Niech mnie potem boli głowa
I niech kac mnie znowu męczy,
Żona wymówkami dręczy.
A ja znowu jak jelonek,
Ostry różek, cud ogonek !
Nagle w stawach cosik chrupnie,
Prysły ze łba myśli głupie.I do skoków już niezdolny.
A ja jestem jak ze stali :
W starym piecu diabeł pali,
Marzy mi się jeszcze skok,
Taki nagły, męski w bok.
Popić tęgo, jak Zagłoba
Niech mnie potem boli głowa
I niech kac mnie znowu męczy,
Żona wymówkami dręczy.
A ja znowu jak jelonek,
Ostry różek, cud ogonek !
Nagle w stawach cosik chrupnie,
Wspomnień łezka z oka kapie
Możesz marzyć stary capie !!!
*Jakiekolwiek podobieństwo do osób żywych, zmarłych, realnie istniejących i/ lub totalnie wydumanych i istniejących jedynie w obszarach penetrowanych zaciekle przez psychologów/ psychiatrów wszelkiego autoramentu jest przypadkowe [przyp. Aylla].
piątek, 4 maja 2012
Błogie dzieciństwo?
O tym, dlaczego problemy dzieci należy traktować poważnie oraz co się dzieje, gdy się tak nie dzieje z właściwą sobie swadą i poczuciem humoru naucza w 'Kąciku poetyckim' nieoceniony Artur Andrus.
piątek, 27 kwietnia 2012
Porwanie samolotu w Moskwie
Poniedziałek
Porwaliśmy samolot na lotnisku w Moskwie, pasażerowie jako zakładnicy. Żądamy miliona dolarów i lotu do Meksyku.
Wtorek
Czekamy na reakcję władz. Napiliśmy się z pilotami. Pasażerowie wyciągnęli zapasy. Napiliśmy się z pasażerami. Piloci napili się z pasażerami.
Środa
Przyjechał mediator. Przywiózł wódkę. Napiliśmy się z mediatorem, pilotami i
pasażerami. Mediator prosił, żebyśmy wypuścili połowę pasażerów.
Wypuściliśmy, a co tam.
Czwartek
Pasażerowie wrócili z zapasami wódki. Balanga do rana. Wypuściliśmy drugą
połowę pasażerów i pilotów.
Piątek
Druga połowa pasażerów i piloci wrócili z gorzałą. Przyprowadzili masę
znajomych. Impreza do rana.
Sobota
Do samolotu wpadł specnaz. Z wódką. Balanga do poniedziałku.
Poniedziałek
Do samolotu pakują się coraz to nowi ludzie z gorzałą. Jest milicja, są
desantowcy, strażacy, nawet jacyś marynarze.
Wtorek
Nie mamy sił. Chcemy się poddać i uwolnić samolot. Specnaz się nie zgadza.
Do pilotów przyleciała na imprezę rodzina z Władywostoku. Z wódką.
Środa
Pertraktujemy. Pasażerowie zgadzają się nas wypuścić, jeśli załatwimy wódkę.
Porwaliśmy samolot na lotnisku w Moskwie, pasażerowie jako zakładnicy. Żądamy miliona dolarów i lotu do Meksyku.
Wtorek
Czekamy na reakcję władz. Napiliśmy się z pilotami. Pasażerowie wyciągnęli zapasy. Napiliśmy się z pasażerami. Piloci napili się z pasażerami.
Środa
Przyjechał mediator. Przywiózł wódkę. Napiliśmy się z mediatorem, pilotami i
pasażerami. Mediator prosił, żebyśmy wypuścili połowę pasażerów.
Wypuściliśmy, a co tam.
Czwartek
Pasażerowie wrócili z zapasami wódki. Balanga do rana. Wypuściliśmy drugą
połowę pasażerów i pilotów.
Piątek
Druga połowa pasażerów i piloci wrócili z gorzałą. Przyprowadzili masę
znajomych. Impreza do rana.
Sobota
Do samolotu wpadł specnaz. Z wódką. Balanga do poniedziałku.
Poniedziałek
Do samolotu pakują się coraz to nowi ludzie z gorzałą. Jest milicja, są
desantowcy, strażacy, nawet jacyś marynarze.
Wtorek
Nie mamy sił. Chcemy się poddać i uwolnić samolot. Specnaz się nie zgadza.
Do pilotów przyleciała na imprezę rodzina z Władywostoku. Z wódką.
Środa
Pertraktujemy. Pasażerowie zgadzają się nas wypuścić, jeśli załatwimy wódkę.
P.S. Wszelkie podobieństwo do sytuacji i zdarzeń realnie zaszłych jest zupełnie przypadkowe i niezamierzone.
środa, 4 kwietnia 2012
Buona pasqua! Happy Easter! Joyeuses Pâques !
'Nie chcę mleka, bo z kożuchem,
Nie chcę ciasta, bo za kruche,
nie zjem jajek, bo na twardo,
i serdelka, bo z musztardą.
Precz z owsianką i kaszanką
i z kluskami także precz,
bo jedzenie to okropnie nudna
rzecz.
Nie chcę śledzia, bo za słony.
Nie chcę groszku, bo zielony.
Nie zjem grzybów, bo to rydze.
Nie zjem kaszki, bo się brzydzę.
Precz z omletem, precz z kotletem
i z pasztetem także precz,
bo jedzenie to okropnie nudna
rzecz.'
Życzę Wam radosnych Świąt, spędzonych
nie tylko przy suto zastawionym stole. A gdyby komuś z Was się w te świąteczne dni
nudziło, to voila- zawsze można sobie
poniższy rysuneczek wydrukować, pokolorować i się zrelaksować.
czwartek, 1 marca 2012
99. Co się stało z piosenkami?
Pytanie postawione w tytule być może nie należy do najbardziej palących kwestii epoki, jednakże –moim zdaniem- zasługuje na odpowiedź. Tym bardziej, że muzyka (a przynajmniej większość jej gatunków) zawsze była, i nadal jest, ważna częścią mego życia.
Zacznijmy od rozważań teoretycznych: piosenka składa się z tekstu, muzyki i elementu wykonawczego. Kolejność wymienionych elementów nie jest przypadkowa. Z racji (starannego?) wykształcenia, które odebrać dane mi było w różnych placówkach świadczących usługi oświatowe, na tę sferę twórczości piosenkowej jestem szczególniej wyczulona. Wzmiankowana edukacja zapewniła mi również kompetencję rozumienia tekstów wyśpiewywanych w języku dla niektórych obcym, którym posługiwali się Szekspir ,Wiliam oraz Davis, Miles. Od pewnego czasu zauważam, że kompetencja ta stała się moim przekleństwem, gdyż nie jestem w stanie przejść do porządku dziennego nad dziełami natury cytowanej:
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
One more time,
One more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
(Britney Spears ‘Baby One More Time’)
Ja zupełnie nie pojmuję tej prośby. Mało tego, mam niepokojące skojarzenia, co do stanu umysłu autorki tekstu, gdy dzieło to pisała. Komunikat płynący z op.cit. jest raczej szczątkowy, ale ból poczęcia go czuć wyraźnie ( jak dla mnie, jest to ból w okolicach prokreacyjnych raczej niż mózgowo-rdzeniowych).
A żeby nie było, że się tylko obcokrajowców czepiam- przykład z naszego podwórka:
Pokaż, na co cię stać,
ale nie jeden raz słuchaj,
słuchaj, je je
piękne słowa mówią wszystko
lecz nie zmienią nic, oh, oh…
(Feel „Pokaż, na co cię stać”)
Takich prawd objawionych nie wolno serwować człowiekowi bez ostrzeżenia! Należałoby utwory o podobnym ładunku emocji i ciężarze intelektualnym specjalnym znakiem rozpoznawczym opatrzyć ( może z adnotacją: „Wysłuchanie/obejrzenie wykonu na własne ryzyko’), aby ewentualny słuchacz zawczasu wiedział, z czym się zmierzy i stosowne środki przystosowawcze podjął.(Osobiście zalecam alkohol. W dużych dawkach.)
Jak już wspomniałam, piosenka oprócz tekstu powinna zawierać (przynajmniej śladowe) elementy muzyki i wykonu. (Powyższe założenie nie ma zastosowania do dzieł z gatunku hip-hop i/lub rap). Mam narastające wrażenie, że ‘kompozytorzy’ co poniektórych ‘utworów’ hołdują zasadzie: „Na fortepianie nie gram, bo się karty ślizgają”. Na innych instrumentach zresztą też nie. Efekty słychać i ( w duszy) czuć. Dla wrażeń spragnionych i odważnych zamieszczam link
Dzieło powyższe ilustruje jeszcze jeden składnik piosenki- element wykonawczy. Często jest tak, że element ów nie wie co, po co i do kogo śpiewa, więc- na wszelki wypadek-postanawia pozostawać w ciągłym ruchu, aby obecność swą na scenie/planie teledysku jakoś usprawiedliwić. Strategia skazana na porażkę, ale przynajmniej artysta się nie nudzi. Skacze, pląsa, podgryguje jakby chciał(a) udowodnić, że ludzie nie bez kozery postanowili z drzew zejść. Jak dla mnie- o rok za wcześnie.
Pisząc ten tekst, nie mam złudzeń, że świat nim naprawię, do refleksji niektórych zachęcę lub rozbiję koleiny, którymi toczy się współczesna muzyka rozrywkowa. Robię to jedynie po to, aby zasnąć spokojnie ( co zresztą za chwile nastąpi) w muzycznych objęciach tych, którym się karty po instrumentach nie ślizgały.
Zacznijmy od rozważań teoretycznych: piosenka składa się z tekstu, muzyki i elementu wykonawczego. Kolejność wymienionych elementów nie jest przypadkowa. Z racji (starannego?) wykształcenia, które odebrać dane mi było w różnych placówkach świadczących usługi oświatowe, na tę sferę twórczości piosenkowej jestem szczególniej wyczulona. Wzmiankowana edukacja zapewniła mi również kompetencję rozumienia tekstów wyśpiewywanych w języku dla niektórych obcym, którym posługiwali się Szekspir ,Wiliam oraz Davis, Miles. Od pewnego czasu zauważam, że kompetencja ta stała się moim przekleństwem, gdyż nie jestem w stanie przejść do porządku dziennego nad dziełami natury cytowanej:
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
One more time,
One more time
Hit me baby one more time
Hit me baby one more time
(Britney Spears ‘Baby One More Time’)
Ja zupełnie nie pojmuję tej prośby. Mało tego, mam niepokojące skojarzenia, co do stanu umysłu autorki tekstu, gdy dzieło to pisała. Komunikat płynący z op.cit. jest raczej szczątkowy, ale ból poczęcia go czuć wyraźnie ( jak dla mnie, jest to ból w okolicach prokreacyjnych raczej niż mózgowo-rdzeniowych).
A żeby nie było, że się tylko obcokrajowców czepiam- przykład z naszego podwórka:
Pokaż, na co cię stać,
ale nie jeden raz słuchaj,
słuchaj, je je
piękne słowa mówią wszystko
lecz nie zmienią nic, oh, oh…
(Feel „Pokaż, na co cię stać”)
Takich prawd objawionych nie wolno serwować człowiekowi bez ostrzeżenia! Należałoby utwory o podobnym ładunku emocji i ciężarze intelektualnym specjalnym znakiem rozpoznawczym opatrzyć ( może z adnotacją: „Wysłuchanie/obejrzenie wykonu na własne ryzyko’), aby ewentualny słuchacz zawczasu wiedział, z czym się zmierzy i stosowne środki przystosowawcze podjął.(Osobiście zalecam alkohol. W dużych dawkach.)
Jak już wspomniałam, piosenka oprócz tekstu powinna zawierać (przynajmniej śladowe) elementy muzyki i wykonu. (Powyższe założenie nie ma zastosowania do dzieł z gatunku hip-hop i/lub rap). Mam narastające wrażenie, że ‘kompozytorzy’ co poniektórych ‘utworów’ hołdują zasadzie: „Na fortepianie nie gram, bo się karty ślizgają”. Na innych instrumentach zresztą też nie. Efekty słychać i ( w duszy) czuć. Dla wrażeń spragnionych i odważnych zamieszczam link
Dzieło powyższe ilustruje jeszcze jeden składnik piosenki- element wykonawczy. Często jest tak, że element ów nie wie co, po co i do kogo śpiewa, więc- na wszelki wypadek-postanawia pozostawać w ciągłym ruchu, aby obecność swą na scenie/planie teledysku jakoś usprawiedliwić. Strategia skazana na porażkę, ale przynajmniej artysta się nie nudzi. Skacze, pląsa, podgryguje jakby chciał(a) udowodnić, że ludzie nie bez kozery postanowili z drzew zejść. Jak dla mnie- o rok za wcześnie.
Pisząc ten tekst, nie mam złudzeń, że świat nim naprawię, do refleksji niektórych zachęcę lub rozbiję koleiny, którymi toczy się współczesna muzyka rozrywkowa. Robię to jedynie po to, aby zasnąć spokojnie ( co zresztą za chwile nastąpi) w muzycznych objęciach tych, którym się karty po instrumentach nie ślizgały.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
