poniedziałek, 16 sierpnia 2010

To ja, Wkurzak

Wojażowałem, dlatego mnie tu nie było. Teraz Aylla każe mi opisać wrażenia. Ale ja ciągle w nastroju wakacyjnym, nie bardzo do roboty się garnę. Na razie to musi Wam wystarczyć:




W Krakowie byłem
Świetnie się bawiłem
Miasto zwiedzałem
Foty pstrykałem
Jak je załaduję
To Wam popostuję.
 
 

niedziela, 8 sierpnia 2010

Drodzy Czytelnicy!

Wkurzaki Spółka z o.o. zawiesza działalność pisarską na kilka dni w związku z przerwą wakacyjną. Zarząd spółki (czyli Ja) zobowiązuje się wypocząć, zrelaksować i wrócić do codzienności w świetnej formie. Personel spółki (czyli Wkurzak) niczego nie obiecuje. Zapytany dlaczego, odpowiada : ”Bo nie”. (Zarząd spółki nie przewiduje dla Wkurzaka rychłego awansu ze względu na nieodpowiednią postawę pracowniczą.)

Mamy nadzieję, że Wam też uda się znaleźć kilka spokojnych chwil, odetchnąć innym powietrzem czy posmakować nieznanego. Bawcie się, kochajcie i nie tęsknijcie za nami.

Z poważaniem,

Aylla i Wkurzak

sobota, 7 sierpnia 2010

15. Popołudnie z życia osoby remontowanej

Godz. 14.23-Wiertarki plus piły

Godz. 15.17- Jak wyżej plus wrzask jednego z miłych panów, któremu zapodział się jakiś przedmiot bardzo mu w danej chwili potrzebny

Godz. 16.08- Młot pneumatyczny ( lub jakaś inna maszyna wydająca równie sympatyczny dźwięk)

Wkurzak od dłuższego czasu czegoś obsesyjnie szuka, narobił takiego samego bałaganu wewnątrz, jak mili panowie na zewnątrz. Nie wiem, czego szuka, ale tematu nie drążę- mniej wiesz, lepiej śpisz.

Godz. 16.52- Przez ogólny zgiełk narzędzi przebił się chropawy głos pana majstra. Postanowiłam wziąć sobie do serca słowa, którymi upominał jednego z miłych panów (a bo to człowiek wie, jaki zawód przyjdzie mu w życiu wykonywać?). Okazuje się, że jak człek stoi na rusztowaniu, to w żadnym razie nie powinien odbierać rozmów przychodzących na telefon komórkowy od wybranki serca, gdyż może to skutkować upadkiem z dużej wysokości, a to z kolei, licznymi urazami kończyn ( w najlepszym razie) lub bardzo nieestetyczną śmiercią przez rozmaślenie na chodniku. A w ogóle, na rusztowanie telefonu komórkowego nie ma potrzeby targać, skoro nie należy go odbierać. (Wypowiedź pana majstra była o wiele krótsza i bardziej kwiecista, szczególnie spodobało mi się użycie słowa ”kulasy” na określenie kończyn dolnych oraz słowa „rozpirzyć" na określenie odniesienia wielorakich urazów wewnętrznych spowodowanych upadkiem z rusztowania. Bardzo rozczarowało mnie natomiast nazwanie wybranki serca mianem części ciała, którą posiadają przecież obie płcie.)

Godz. 17.08- Wkurzak znalazł, czego szukał. Na szczęście, ja we właściwym momencie znalazłam Wkurzaka. Stał na balkonie z tym w łapie!


Okazuje się, że Wkurzak postanowił twórczo rozwiązać problem hałasu poprzez nadpiłowanie rusztowania, na którym stoją mili panowie. Brak mi słów!

Godz. 17.19 - Ogólne walenie, świdrowanie, buczenie, łomotanie. Zastanawiam się, czy nie zwolnić Wkurzaka z odbycia reszty kary (klęczy teraz w kącie na grochu i pochlipuje smutno).

Godz. 17.25- Postanowiłam się nie łamać- Wkurzak odbył resztę kary. Niech wie, że za swoje uczynki się płaci. Przecież niedawno twierdziłam, że nie można pozorować życia, trzeba go doświadczać. No to Wkurzak doświadczył.

Godz. 18.30- Szukam w Internecie numeru telefonu do Inspekcji Pracy. Chcę się upewnić, czy wolno jest zmuszać miłych panów do hałasowania już jedenaście i pół godziny. Przecież w tym kraju obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy.

U Wkurzaka rozwinął się syndrom sztokholmski- pokochał swoich oprawców, konwersuje z nimi rezolutnie na balkonie.

Godz. 18.37- Znalazłam numer do Inspekcji Pracy, ale Wkurzak mówi, że nie ma co dzwonić. Okazuje się, że to nie są cały czas ci sami mili panowie, więc powód do interwencji nie istnieje. I tak mój pomysł, aby twórczo rozwiązać problem hałasu rękami instytucji państwowej nie wypalił. Wkurzak się nawet ucieszył, że mi nie wyszło- taka mała zemsta za ten groch.

Godz. 19.18- Cisza, aż uszy bolą. Nic nie świszczy, nie wali, nie łupie. No, teraz to można żyć! Szkoda tylko, że jestem już zbyt zmęczona, żeby się z życiem brać za bary. Nie wiem jak miłych panów, ale mnie ten dzień zupełnie wykończył. Tak więc, Drogi Czytelniku, jeżeli liczysz na błyskotliwą pointę, to obawiam się, że nie mam Ci niczego do zaoferowania. Odpłynę sobie teraz w świat spokojnej lektury tekstów napisanych przez mądrzejszych ode mnie, co i Tobie polecam.


P.S. Następnego dnia, godz. 7.02- Powietrze przecina dźwięk piły i/lub wiertarki. Jest tak nagły i agresywny, że mózg nie ma czasu na żadne stany przejściowe, musi natychmiast przestawić się na tryb pełnego działania. Ciało podążą za nim- właścicielka ciała zrywa się na równe nogi. Szybki rzut oka na miejsce zakwaterowania wystarczy, aby z grubsza wykluczyć znane już ewentualności……………………

piątek, 6 sierpnia 2010

14. Poranek z życia osoby remontowanej

Mój domek jest właśnie poddawany „liftingowi zewnętrznemu”. Będzie śliczny, zadbany i reprezentacyjny. Zanim to nastąpi…..

Godz. 6.56- Błogi spokój, umysł nieobecny, zanurzony w niebycie snu.

Godz.7.02- Powietrze przecina dźwięk piły i/lub wiertarki. Jest tak nagły i agresywny, że mózg nie ma czasu na żadne stany przejściowe, musi natychmiast przestawić się na tryb pełnego działania. Ciało podążą za nim- właścicielka ciała zrywa się na równe nogi. Szybki rzut oka na miejsce zakwaterowania wystarczy, aby z grubsza wykluczyć następujące ewentualności:

• Wkurzak przeprowadził nieudany eksperyment kulinarny, w wyniku którego
nie mamy już kuchni,
• sąsiad przeprowadził atak terrorystyczny,
• wybuchła kolejna wojna światowa,
• nastąpił koniec świata.

Spokojnie: kuchnia jest, świat jest, jaki taki pokój na świecie też. Sąsiad również niewinny.

Godz. 7.15- Uspokojona wynikiem kontroli, zaczynam normalnie oddychać. I wtedy następuje kolejny atak foniczny- jakieś metalowe pręty rozsypują się z łoskotem. Słyszę również zirytowany komentarz, któregoś z miłych panów zajmujących się upiększaniem mojej hacjendy. (Niestety, nie nadaje się do przytoczenia w tak eleganckim tekście.)

Tymczasem Wkurzak postanowił iść w zaparte- nic nie widzieć, nic nie słyszeć. Naciągnął sobie kołdrę po sam czubek głowy, nie rusza się i udaje, że śpi. A może rzeczywiście śpi- Wkurzak potrafi sobie wmówić, że rzeczy, które mu przeszkadzają, nie istnieją. Czasami zazdroszczę mu tej umiejętności, ja tak nie potrafię. A właściwie działam zupełnie odwrotnie- nasłuchuję, czekam na kolejne rąbnięcie, na następny łoskot czy tez pisk maszyny. I choć wiem, że się zdarzy, gdy się zdarza reaguję totalnym zaskoczeniem i przestraszeniem.

Godz. 7.25- Udaję się do kuchni- nie ma to jak zacząć dzień od kubka pachnącej kawusi. Podnoszę roletę w oknie….. „Dzień dobry”- wita mnie uśmiechnięty, młody człowiek, stojący jakieś półtora metra naprzeciw mnie, na zewnątrz. Ubrany jest w ciemnogranatowy T-shirt z prawie zatartym już napisem. Widząc moje rozczochrane włosy, wytrzeszczone oczy, półotwarte usta i twarz, jakby nigdy nieskażoną myśleniem, postanawia kontynuować dzieło upiększania. Przez moment nie jestem w stanie zareagować, na to, co widzę - przecież jego tam nie powinno być! Ale on jest- stoi sobie na rusztowaniu (o którym totalnie zapomniałam), w ręce trzyma jakiś złowieszczy przedmiot (zapewne wypożyczony ze średniowiecznej sali tortur, służący do zadawania bólu ludzkim uszom) i zupełnie swobodnie się nim posługuje. Po chwili ogarniam myślą całą sytuację. „Dzień dobry” – odpowiadam nieśmiało i szybkim ruchem zaciągam roletę. (Wniosek do zapamiętania: Sztaudynger miał rację, kiedy pisał: ”Myjcie się dziewczyny, nie znacie dnia, ni godziny.”) Teraz biegiem do łazienki, aby dopełnić porannych ablucji, zanim zaryzykuje podniesienie pozostałych rolet.

Godz. 9.07- Wkurzak się poddał, zwlókł się z łóżka i telepie się po całym domu. Minę ma naburmuszoną, moje próby nawiązania konwersacji (zagłuszane przez średniowieczne narzędzia tortur pracujące na zewnątrz) zbywa jakimiś monosylabowymi odpowiedziami typu: „no”, „yhy”, „eeetam”. Wyraźnie widzę, że Wkurzak zaczyna się łamać- strategia „pójścia w zaparte” już nie działa, rzeczywistość dopadła go swoimi długimi mackami i już się jej nie wyrwie. No i dobrze, kiedyś trzeba przecież stawić czoła faktom, wpaść po szyję i wypłynąć na powierzchnię. Na tym polega życie świadome, w przeciwieństwie do pozornego, opartego na zaprzeczaniu. Ucz się, Wkurzak, ucz. A ja razem z Tobą, bo nauki nigdy dość. Cieszę się, że Ci się ten numer nie udał, może wyciągniesz wnioski. Rzeczywistość w oczy kole, ale przynajmniej wiemy, że mamy oczy, a to już coś.

Cdnn (ciąg dalszy, niestety, nastąpi)

czwartek, 5 sierpnia 2010

13. No i co?

Uffff, normalność znalazła drogę do mojego małego domku na kurzej łapce. Choć w tym przypadku, normalność oznacza tyle, że Wkurzakowi przeszło i już nie pajacuje, a przynajmniej nie tak bardzo. W celu niepodgrzewania atmosfery postanowiłam nie dociekać, o co mu szło, gdy ten spektakl zegarkowo-spojrzeniowy odstawiał. On też nic na ten temat nie mówi. I tak sobie trwamy w niewiedzy. Tylko, że ja za niewiedzą nie przepadam.

Tak mi się życie ułożyło, że parę książek przeczytałam, większość ze zrozumieniem, a przez to czegoś się nauczyłam, poznałam inne sposoby patrzenia na świat, rozszerzyłam horyzonty (tu Szanowny Czytelnik proszony jest o wstawienie jeszcze trzech, przez siebie wybranych, banałów ilustrujących zbawienny wpływ lektur na sposób rozumienia świata………… Poczekam……… Jeden……. Dwa…. No, jeszcze troszkę wysiłku…… Świetnie, udało się- gratuluję i możemy przejść dalej).

W paru krajach też dane mi było być: poznałam nowych ludzi, liznęłam innych kultur, zasmakowałam odmiennego rytmu życia (tu Szanowny Czytelnik proszony jest o wstawienie jeszcze trzech, przez siebie wybranych, banałów ilustrujących zbawienny wpływ podróży na rozwój osobowościowy. Procedura jak wyżej.)

No i co? No i nic- w zderzeniu ze sferą uczuć innych całą tę wiedzę można sobie w buty włożyć z nadzieją, że się od tego wyższym będzie. A i to pewnie się nie uda. W konfrontacji z mglisto-ażurową tkaniną stosunków z innymi, oręż wiedzy okazuje się zupełnie bezużyteczny. Skąd więc czerpać mądrość na ten temat? Jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę owych innych- czy będą chcieli nas oświecić co do swoich uczuć, czy nie. Wiem, wiem- nie jest to komfortowe położenie, ale jak inaczej stać się depozytariuszem odpowiedzi na prościutkie pytanie, które brzmi: „ Co jest, Wkurzak,?”, niż adresując je bezpośrednio do Wkurzaka? Nie ma innej drogi, a i ta nie gwarantuje sukcesu. Bo co, jeżeli otrzymamy odpowiedź niewerbalną? Na przykład taką:

 

Mowa ciała rzadko bywa jednoznaczna. Wydęte w podkówkę usta mogą sugerować równie dobrze skrajne znudzenie jak i smutek bezbrzeżny. Pustka w oczach- tęsknotę, ale i stan upojenia alkoholowego. Zwisające luźno ręce - brak chęci do życia lub zupełny luz. A pomiędzy tymi stanami jest jeszcze cały ocean odcieni szarości, równie dostępny poznaniu jak teoria chaosu zastosowana do matematycznych układów niestabilnych dla osoby niepotrafiącej zliczyć do dwudziestu siedmiu. (Tylko ciągnięcie misiaka po schodach w tak okrutny sposób, że mu się główka o stopnie obija, jasno wskazuje na upodobanie do zadawania cierpienia zwierzątkom.)

Nasza wiedza o uczuciach innych to po prostu kawałek ogromu niewiedzy, który z ich pomocą udało nam się wyszarpnąć, poukładać na własną modłę i powiązać w miarę logiczne supełki. I trzeba się z tym pogodzić.

wtorek, 3 sierpnia 2010

12. Miło to już było

Wkurzak łypie na mnie i zerka na zegarek. Robi to z takim namaszczeniem i w tak teatralny sposób, że niejeden aktor dramatyczny mógłby mu tej minikreacji pozazdrościć. Nie mam pojęcia, czego on chce, ale wiem na pewno, że dziękując Wkurzakowi nawarzyłam sobie niezłego piwa. Niby nic wielkiego, ale wpis ten miał na Wkurzaka wpływ przeogromny. Zupełnie go rozbisurmanił, jak gwiazda filmowa zaczął się Wkurzak zachowywać ( choć, umówmy się, z urody to tak bardziej do radia się Wkurzak nadaje). Jak Cerber pilnuje, żebym go zawsze pisała z dużej litery. Z uporem godnym lepszej sprawy dba, aby jego imię pojawiało się w tekście w przynajmniej co drugiej linijce. Jeszcze chwila, a do Urzędu Patentowego mnie zgłosi, żebym mu tantiemy za używanie nazwy płaciła!

Jednym słowem- wyhodowałam potwora na własnym komputerze. Najgorszego z możliwych, bo potwora w pretensjach, co to przez ułamek sekundy uznania liznął i tego uczucia będzie się trzymał jak mucha lepu. Rezultat jest łatwy do przewidzenia: Wkurzak będzie się krygował, nadymał i udawał króla świata tego dopóty, dopóki mu się nie znudzi, albo go mięśnie rozdętych policzków i/lub kręgosłupa- wyprostowanego jak struna- nie rozbolą. Ale dla mnie liczy się międzyczas- okres, w którym mizdrzący się i napuszony dumą wątpliwą Wkurzak życie mi do reszty utruje. Wiem, że długo to nie potrwa, Wkurzak w końcu oprzytomnieje i wróci do regularnego wkurzania na różnych frontach, w godzinach urzędowania i poza nimi. (Ze dziwieniem stwierdzam, że nie mogę już się tego doczekać.) Ale póki co, gwiazdorzy na potęgę.

Aby moje cierpienie nie poszło zupełnie na marne, należałoby wyciągnąć z tej sytuacji wniosek krzepiący serce, instruujący jak w przyszłości uniknąć podobnie niedogodnych sytuacji. Niestety, nic optymistycznego nie przychodzi mi do głowy, poza starą prawdą, która mówi, że każdy dobry uczynek musi być ukarany, a kara winna być długa i dotkliwa. Tak się kończy działanie spontaniczne, poddawanie się nastrojowi chwili, truchtanie za głosem serca. I rady na to nie ma, bo i być nie może. Gdy powierzamy nasze emocje innym, oni przejmują władztwo i mają prawo rozporządzać nimi wedle własnej woli. My możemy mieć tylko nadzieję, że wypuszczone jak gołębie uczucia, wrócą do nas z gałązkami oliwnymi w dziobach.

Wkurzak zerka na zegarek coraz częściej i coraz wymowniej spogląda w moim kierunku. Nadal nie mam pojęcia, co jest na rzeczy, a on nadal spodziewa się, że będę czytała w jego myślach. Impas trwa.


W przyszłości, jak wpadnę na pomysł otwierania serca przed Wkurzakiem, to zawartość opakuje w papier z napisem: HANDLE WITH CARE!

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

11. Do Wkurzaka

Drogi Wkurzaku,

Jesteśmy już ze sobą tyle lat, że chyba wolno mi zwracać się do Ciebie per ‘drogi’? Wiem, wiem, nie zawsze się między nami układało, ale były też chwile wytchnienia od wzajemnych pretensji i oskarżeń. I choć w większości Ty prowokowałeś nasze scysje, jestem w stanie Ci wybaczyć. W końcu to twoja rola, do tego się urodziłeś. Aha, i nie nadymaj się i nie strosz tych swoich pięciu włosów nieokreślonego koloru- w starciu z prawdą jesteś bez szans. Wkurzakiem jesteś i Wkurzakiem pozostaniesz! I nie wkurzaj mnie machając mi tą kościstą rączką przed nosem. Niczego nie zmienisz, tylko mi monitor zasłaniasz…….
Wkurzak, ja nie żartuję!

Na te wydęte smutno usteczka też się nie nabiorę- tyle razy już je widziałam, pora spróbować czegoś nowego. Znam Cię jak nikt inny, znam wszystkie Twoje małe gierki i podstępne knowania. No pewnie, pewnie- wyjdź z pokoju powłócząc nogami, z miną cierpiętnika i nadzieją, że ten krojący serce na plasterki obrazek tak mnie łupnie, że się wzruszę do łzów. Oj, Wkurzak, jaki Ty przewidywalny jesteś! Czy Ty poważnie myślisz, że jak Cię nie widzę, to nie wiem, że Ci się facjata jarzy w złośliwym uśmiechu?

Aha, postanowiło się wrócić? I władować mi się na poręcz fotela. Swoją drogą, Ty to masz, Wkurzak, talent- zawsze tak się usadowisz, że twoja stopa drąży mi dziurę między żebrami albo w kręgosłupie. Dar od Boga, nie ma co.


Teraz się skup - będzie patetycznie. Trochę mi trudno, ale co tam. Mówiąc prosto
z mostu, chciałabym Ci podziękować. (No coś się tak zawiesił, Wkurzak, przecież uprzedzałam. Spróbuj oddychać równomiernie i nie wierć się na oparciu krzesła.
No, już dobrze?)

Jesteśmy innym wdzięczni za dawanie nam tego, czego nam samym w danej chwili brakuje. A mnie czasami brakuje odwagi, chęci, cierpliwości…. długo by wymieniać. Czasami potrzebuję, żeby mnie ktoś maczugą szturchnął albo łapką przed nosem pomachał. I wtedy pojawiasz się Ty. I szturchasz i machasz. I wkurzasz, że hej! Nie dajesz mi zapaść się w wygodnym fotelu rozleniwienia i dobrego sobie bycia bez powodu. Gonisz mnie po ścieżkach, które lubią odwiedzać ludzkie myśli z determinacją poganiacza wielbłądów, gdy na linii horyzontu widzi już ziemię obiecaną oazy. Rzadko dajesz odpocząć, ale i zgnuśnieć nie pozwolisz. I trwasz przy mnie, mimo, że na Ciebie wrzeszczę i do kąta posyłam.

Dziękuję za upór i konsekwencję, doceniam niezłomność działań. Niczego nie obiecuję- za dobrze mnie znasz, żeby kupić w ciemno obietnice składane pod wpływem chwili.

Dobrze, że jesteś.

Z poważaniem,

Ja