piątek, 27 sierpnia 2010

Kącik Poetycki- update

Na udany weekend proponuję lekturę Kącika Poetyckiego.

Tym razem dzieło wybitne z gatunku "dwa w jednym", czyli mistrzowskie połączenie poezji i dramatu przez  Sz. P. Stanisława Barańczaka w sposób
lotny i zalotny spisane.

Życzę miłej lektury i zachęcam do przesyłania Waszych propozycji utworów zasługujących na publikację w Kąciku.

środa, 25 sierpnia 2010

18. W zdrowym ciele, zdrowe cielę

Lato mija powoli, a moje wiosenne postanowienia obrastają kurzem w szufladzie z napisem: „Do zrobienia”. A miało być zdrowo i sportowo: basen, siłownia, itp. Wyszło jak zwykle: książka i komputer. Potrzeba mi zachęty i motywacji, aby polubić wysiłek fizyczny, pot płynący strugami po plecach i ryzyko złamania paznokcia. To podobno odstresowuje. Wkurzak nie ma w tej kwestii zdania (co jest ewenementem, bo zwykle zdanie ma i zwykle przeciwne do mojego). Ma dla mnie jedynie dobrą radę, brzmiącą: „Rób, jak uważasz.” Wygłasza ją siedząc w fotelu, ze wzrokiem utkwionym w ekranie telewizora.

Na początku trochę się naburmuszam, ale chwilkę później zimny pot oblewa mnie od czubka głowy po pięty. Zdaję sobie sprawę, że Wkurzak wypowiedział owo zdanie tonem zrównoważonym, bez wkurzakowości w głosie, jakby informował o prognozowanym zachmurzeniu albo podawał aktualny czas. Na twarzy też nie malowało mu się żadne wkurzakowe uczucie. Kiedy to wszystko sobie uświadamiam, dociera do mnie w pełni groza sytuacji: WKURZAK STRACIŁ WYCZUCIE! Odpuścił możliwość wkurzenia, w ogóle jej nie zauważył. Patrzę na Wkurzaka z nadzieją, że się pomyliłam i zaraz zacznie wypełniać obowiązki służbowe dla niego przewidziane. Nic- siedzi spokojnie i chłonie informacje płynące z telewizyjnego ekranu.

Przecież to już nawet nie jest początek końca, to koniec sam w sobie. Stało się. Finita la comedia! Płacz i zgrzytanie zębów. Wychodzę z pokoju, żeby Wkurzak nie widział smutku w moich oczach. Przyszłość jawi mi się w najczarniejszych barwach. Wyobrażam sobie jak pakuję zepsutego Wkurzaka do worka z napisem „Niepotrzebne, bo uszkodzone” i taszczę na wysypisko Wkurzaków. A Wkurzak w środku ani drgnie, bezwolny, a może pogodzony z losem. Worek ciąży mi niemożliwie, od czasu do czasu nasłuchuję, czy Wkurzak nie wydaje z siebie jakiś dźwięków, które można byłoby zakwalifikować jako próbę wkurzenia. Nic, złowroga cisza. Wysypisko Wkurzaków jest coraz bliżej, nadchodzi rozwiązanie ostateczne…… Zamykam się w łazience kryjąc łzy.

Opanowuję się i wracam do pokoju. Wkurzak jest tam, gdzie był. To, że nadal nie lata jak oszalały po programach, jak to miał w zwyczaju, nie poprawia mi samopoczucia- widomy znak, że nadciągnęła katastrofa. Postanawiam postawić wszystko na jedną kartę: sprowokować Wkurzaka do wkurzania.

JA

Wiesz, zdecydowałam się jednak zapisać na siłownię.

( Staremu Wkurzakowi już by się oczy zaświeciły,
że taka gratka mu do łapek wpada)

WKURZAK

Słuszna decyzja.

( Nieznośny spokój w głosie)

JA

Dzięki. Zaraz poszperam w Internecie,
spróbuję znaleźć jakąś niezbyt daleko domu.

(Zaczynam wpisywać hasło w wyszukiwarce,
z nerwów robię po cztery błędy w każdym słowie)

WKURZAK
(po dłuższej chwili)

Nie trudź się, już poszperałem.

Wychodzi z pokoju. Wraca szybciutko, z teczką dokumentów w ręce, podaje mi ją.

Udając spokój i opanowanie przerzucam zawartość teczki. Tak, jak mówił Wkurzak, znajduję w niej oferty różnych siłowni. Zaraz, zaraz- one są ślicznie pogrupowane, a każda grupa opatrzona odpowiednią winietką:

„Siłownie, które Aylla odrzuci ze względu na wielkość lodówki w recepcji”
„Siłownie, które Aylla odrzuci ze względu na kolor ścian”
„Siłownie, które Aylla odrzuci ze względu na zbyt małe okna”


I tak dalej, w podobnie absurdalnym tonie. Przechodzę do końca tej sterty, aby zobaczyć, który przybytek mięśni wygrał. Nic, zero, nul, nada. Żaden nie przeszedł selekcji.

Wtedy spływa na mnie olśnienie: Ty Wkurzaku przebrzydły! Ty wredoto sakramencka! Cały czas mnie podpuszczałeś, pewnie w duchu miałeś ubaw do rozpuku! Do piekła za to pójdziesz, w gorącej smole się taplać. I dobrze Ci tak!
Wszystko to sobie myślę, ale fason trzymam- ze skupieniem, powoli przeglądam oferty. W końcu mówię: „Dzięki, Wkurzak, wykonałeś kawał świetnej roboty. Zupełnie się z Twoim rozumowaniem zgadzam- w tym mieście nie ma siłowni dla mnie.” Podchodzę do Wkurzaka i serdecznie go przytulam, potem wychodzę z pokoju posyłając mu jeszcze jedno spojrzenie.

Rany! Żałujcie, że nie widzieliście tej miny! Wkurzak oniemiał (to znaczy, ustami ruszał, ale żaden dźwięk się z jego aparatu gębowego nie wydobywał). Oczy mu prawie na podłogę powypadały, widać było, że nie jest w stanie zapanować nad opadaniem kącików ust, ręce majtały mu równie samowolnie. Widoczek pierwsza klasa, każdej gotówki wart. Następnie poczerwieniał na twarzy, coś tam pod nosem burknął, rozwalił się w fotelu i zaczął przerzucać kanały pilotem w odstępach pięciosekundowych. Status quo wróciło.

Wkurzyć Wkurzaka- to jest osiągnięcie! Że niby banalne i małostkowe. Być może, ale smakuje wyśmienicie i jest lepsze dla samopoczucia niż wszystkie siłownie świata. Przecież o to szło, żeby się odstresować. Nie wierzycie - spróbujcie sami.

niedziela, 22 sierpnia 2010

17. SHOP-TILL-YOU-DROP

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus. Większość sklepów na Marsie jest typu „drive-in”, na Wenus dominują galerie handlowe. To tłumaczy odmienne podejście obu płci do tematu robienia zakupów: dla mężczyzn liczy się szybkość, dla kobiet doświadczenie kupowania. Sądząc z przynależności płciowej, powinnam z upodobaniem oddawać się bieganiu po sklepach i wyszukiwaniu okazji. Tak jednak nie jest.

Gdy wyruszam po zakupy Wkurzak wyrusza ochoczo w stronę sofy, aby się na niej wygodnie rozłożyć. Wie, że ma dzień płatnego urlopu- nic nie musi robić, wkurzanie odbędzie się samoistnie, bez jego udziału. Wkurzak, jak każdy darmozjad, kocha takie sytuacje. Bierze do łapy pilota i ogląda każdy kanał przez jakieś pięć sekund, a potem klik na następny. I tak w kółko: pięć sekund, klik, pięć sekund, klik, pięć sekund….. Zaczynam czuć lekką ulgę, że wychodzę z domu.

Wkraczam do świątyni zakupów z mocnym postanowieniem, że tym razem będzie inaczej- sprawnie znajdę potrzebny sklep, w rzeczonym sklepie szybko odnajdę potrzebną rzecz, uiszczę stosowną zapłatę i biegusiem do domu. Ale się Wkurzak zdziwi, gdy pojawię się w progu tak prędko i z uśmiechem zamelduję wykonanie zadania!

Niestety, w sklepie nr 1 nie ma odpowiedniego dla mnie rozmiaru. W sklepie nr 2- odpowiedniego koloru. Sklepy 3-10 też okazują się porażką. Cztery kilometry później ląduję z powrotem w sklepie nr 4, bo jak zwykle mi się kierunki pokręciły i po wyjściu ze sklepu nr 18 ruszyłam trasą, którą do niego przyszłam. Zdarza mi się to nagminnie i tłumaczy nadmierny przebieg kilometrowy. Nie, tak dalej być nie może! Obieram kurs na kawiarnię: zasilę organizm kofeiną, odsapnę chwilę, dam odpocząć nogom.

Kawiarnia usytuowana jest w jednym z holi, oferuje miękkie fotele i kilkanaście rodzajów kawy. Niestety, oparta jest na planie koła, więc po zakończeniu konsumpcji muszę ostro wysilić mózg, aby określić kierunek już przeze mnie zbadany i wybrać nowe terytorium do eksploracji. Ruszam, rozglądając się czujnie, czy aby jakiś sklep się nie powtarza. Nie. Same nowe, niezbadane. Szukajcie, a znajdziecie. Szukam, więc… i szukam….. i szukam.

Kakofonia dźwięków dobiegających ze wszystkich kierunków na raz zaczyna wprowadzać mnie w niemal hipnotyczny stan. Wodzę nieprzytomnym spojrzeniem po niekończącej się tasiemce wystaw kuszących promocjami, obniżkami, rabatami i innymi „ami”. Przeciskam się w gęstniejącym tłumie (zrobiło już się popołudnie i wiele osób wybrało się na zakupy po pracy). Atakujące mnie zewsząd kolory stają się zbyt jaskrawe, zaczyna brakować mi powietrza. Już, już mam się poddać, ale wyobrażam sobie triumfującą minę Wkurzaka, gdy pojawię się w domu z podkulonym ogonem i pustymi rękami. O nie, niedoczekanie twoje! Walczę dalej, choć z coraz mniejszą wiarą w sukces.

Sklep nr 3957. Wreszcie mogę odtrąbić zwycięstwo i zataszczyć wybraną rzecz do kasy. Jeszcze tylko rutynowe dla mnie zamieszanie wynikające z nieumiejętności zapamiętania, który PIN przynależy, do której karty. Na szczęście trafiam na wyrozumiałą kasjerkę, więc wstyd tym razem tylko średni. A teraz biegusiem do domu, pochwalić się łupem.

Zastaję Wkurzaka w wyśmienitym humorze, zrelaksowanego i tryskającego energią. Wkurzak jest dokładną odwrotnością mnie- przybrudzonej, z podkrążonymi oczami, psychicznie wymiętej jak pranie odwirowane na najwyższych obrotach. I wtedy mój wzrok pada na zdobycz, łup, kwintesencję moich dokonań w tym dniu, spakowaną w kolorową torebkę. I cała radość pryska, bo dochodzę do wniosku, że nie było warto. Trzeba było rozłożyć się na sofie z pilotem w ręce i skakać z kanału na kanał w odstępach pięciosekundowych. Nawet tak odmóżdżona czynność wydaje mi się bardziej stymulująca intelektualnie i estetycznie pożądana niż moja sklepowa bieganina.

Dlatego nie lubię zakupów, chyba, że na Marsie.

czwartek, 19 sierpnia 2010

ATTENTION! ACHTUNG! WNIMANIE!

Od dziś, czyli 19.08.2010, rusza zupełnie nowa część bloga pod wiele mówiącym tytułem "Kącik poetycki". (Na prawo, pod czatem, patrz!)

Zamiarem autorki jest prezentowanie w nim najdonioślejszych dokonań poetów polskich. Na początek dzieło wybitne K.I. Gałczyńskiego, napisane z myślą o tych, którym Bozia daru właściwej pronuncjacji poskąpiła ( oryginalnie przeznaczone do recytowania w teatrzyku "Zielona Gęś").

Ta część bloga jest z założenia interaktywna. Proszę Szanowną Publikę o przesyłanie zgłoszeń utworów (w mniemaniu Publiki wybitnych i ponadczasowych) na podany poniżej kontakt. Liczę na owocną i długofalową współpracę.
Z poważaniem,
Aylla

16. Po co ma Wkurzak uszy?

Wkurzak

Coś tak tu cicho dzisiaj.

(Zerka w moją stronę, choć telewizor grzmoci na całego)

Ja

Muzykę sobie włącz.

(Sarkazm w moim głosie krowę by powalił, ale Wkurzak poważnie rozważa
propozycję.)


Wkurzak
(po chwili)

A może pogadamy?

Ja
( z udawanym zainteresowaniem)

A o czym?

Wkurzak
( bez zastanowienia, wypala)

O czym chcesz.

No to się Wkurzak postarał- najstarszy numer świata zastosował (czytaj: mów do mnie, zawsze jestem ciekaw, o czym myślisz, co Cię trapi, chcę być częścią Twego świata, więc do mnie mów). Przecież wiem, że będzie udawał słuchanie, a jak się dobrze przyłoży, to nawet zainteresowanie. A kątem ucha będzie rejestrował wycie z telewizora. ( Swoją drogą, muszę Wkurzaka na audiogram wysłać, bo to nie jest możliwe, aby on przygłuchy nie był.) Ale co mi tam- zabawię się w jego grę.

W myślach wyszukuję tematy, który zwykle Wkurzaka do ziewania prowokują i zaczynam perorować. Ukradkiem spoglądam na zegarek, aby wiedzieć dokładnie ile Wkurzak wytrzyma zanim odpłynie w świat niesłuchania. Z nieskrywaną radością obserwuję jak walczy ze sobą, stara się nie spuszczać ze mnie wzroku, przytakuje. Przez pierwsze 3 minuty mowa ciała Wkurzaka ( potrząsanie głową, wykrzywianie twarzy w czymś, co miało być uśmiechem) nawet trafia w punkt. Pięć minut….. Siedem minut… Trzeba mu oddać, że się chłopię stara.

Osiem i pół minuty zanim mózg i organizm Wkurzaka zastrajkowały! Więcej nie wydolił, ale to i tak wkurzakowy rekord i pewnie wiele energii zużył, żeby tyle wytrzymać. Ale przyszła kryska na Matyska- oczęta mu w stronę telewizyjnego ekranu uciekły, mowa ciała nijak nie korespondowała z tym, co mówiłam, a z rzadka używane wtrącenia pasowały jak pięść do oka. Dowód- na moją uwagę, że w tym sezonie wzory kwiatowe znów wracają do łask, Wkurzak zareagował cytatem z klasyka: „Jam to, nie chwaląc się, sprawił.” Na co ja odparowałam cios tym samym klasykiem: „Sklepu z rozumem nie założysz, bo go na sprzedanie nie posiadasz.” Niestety, elokwencji mej Wkurzak nie docenił, bo jej nie usłyszał, cały wgapiony w ekran TV.

Ale pewna nauka z tego doświadczenia płynie. Po co ma Wkurzak uszy?  Wkurzak ma uszy po to, żeby mu okulary przeciwsłoneczne z nosa nie spadały.


środa, 18 sierpnia 2010

Wkurzak w Krakowie część 2





Krakowskie wkurzaki w akcji podglądałem


Przepiękne łoże miałem 



Nowych kolegów poznałem ( od lewej: Edek, Bukowski i Jędrek)


Smoka pokonałem


Dokonałem tego wspólnie z Jędrkiem, Bukowskim i Wentkiem, który był naszym środkiem transportu (normalnie „Neverending Story”). Tylko Edek się trochę zamotał, kierunki mu się pomyliły, tak więc w samej bitwie udziału nie brał. Ale nie szkodzi, bo koniec końców, okazało się, że ten cały smok


to jest równy gość, więc go oswoiliśmy i się z nim zakumplowaliśmy. Teraz wygląda tak


i zupełnie niegroźny jest- zamiast ziać ogniem puszcza bańki nosem. Za ten wyczyn spodziewamy się od władz miasta Krakowa honorowego obywatelstwa albo darmowego precla, nie będziemy się upierać.

Foty pstrykałem (jak fotografowane nie widziały, gdzie stanęły)


Muszę się trochę podciągnąć w sztuce kadrowania obiektów mobilnych, bo mi zawsze nie ten ‘profil’ uwieczniało.



Zdjęcia załadowałem i zapostowałem.




Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba!

wtorek, 17 sierpnia 2010

Wkurzak w Krakowie część 1

Relacja z wypadu do grodu Kraka
słowem i obrazem spisana
przez Wkurzaka

Jak już mówiłem....

W Krakowie byłem 


Świetnie się bawiłem- ludzi wkurzałem tak, że po szpady niektórzy sięgnęli


Trup słał się (średnio) gęsto.

W nocy się po mieście włóczyłem

i piłem.


(No, może trochę oszukuję- napojów wyskokowych nie pozwalano mi spożywać, bo ponoć poziom wkurzakowstwa mi po nich skacze i nieznośny się robię. Tym mnie paśli


W sumie, to nie narzekałem.)

Miasto zwiedzałem

 

Piękne łoże miałem.  Ale o tem, potem , czyli c.d.n.