niedziela, 23 stycznia 2011

43. Choroba chorobie nierówna

Zdanie w tytule to ‘oczywista oczywistość’, jeżeli zaczniemy porównywać choroby różne. Pewnie, że lepiej mieć naderwany paznokieć u małego palca u nogi niż malarię. Ale ja nie o tym. Powaga, niebezpieczeństwo powikłań w postaci stałego uszczerbku na zdrowiu oraz ostrość przebiegu stanu patologicznego zależą przede wszystkim od płci osoby chorującej.

WKURZAK
                                        (w pościeli, wyraz twarzy zbolały, głos przyciszony,
                                                                 smutek z oczu wyziera)

                                                                        Pić mi się chce!

JA
                                         (wyraz twarzy zbolały, głos sykliwy, złość z oczu wyziera)

Szklanka soku (świeżo wyciśniętego) znajduje się po prawej stronie, w odległości ok. 40 cm od twojej ręki.


WKURZAK
                                                                       (urażonym tonem)

Ten sok stoi tu już dwie godziny, więc termin przydatności do spożycia mu minął. Poza tym, osoba niedomagająca powinna pić soki warzywne, a ten jest pomarańczowy.

JA
                                                    …….. (milcząc wychodzę z sypialni)


Kwadrans później

WKURZAK
                                                                   (wrzeszczy na cały głos)

Doczekam się wreszcie? Już dziesięć minut temu powinienem lekarstwo wziąć, a nie mam czym popić! Gardło mam w płomieniach, głowa mi pęka, katar mnie zalewa, a zrozumienia i współczucia znikąd!


JA
                                                     (wpadam do sypialni jak samobój do bramki)

Wkurzak, gardło to Cię boli, bo wrzeszczysz jak ogniem przypiekany! A głowa to Ci pęka od użalania się nad sobą! A lek? Jaki lek- przecież Ty witaminę ‘C’ łykasz!!! Wierz mi, Twój zbolały i cierpiący (na hipochondrię) organizm wybaczy Ci dziesięciominutowe opóźnienie! Czy tyle zrozumienia wystarczy?


WKURZAK

……… (milcząc odwraca twarz w stronę okna, tęsknym wzrokiem omiata przyprószone śniegiem drzewa)

Uznaję sprawę za chwilowo załatwioną i wracam do swoich zajęć. Próbuję skupić się na czytanym tekście, ignoruję złowieszcze drapanie w gardle i kręcenie w nosie. „To nic, zaraz przejdzie”- wmawiam sobie, po raz trzeci czytając ten sam akapit bez zrozumienia.

Ze stanu pseudohibernacji wyrywa mnie dźwięk telefonu. W słuchawce słyszę dziwnie przyciszony głos Wkurzaka. (Sprytne, nie mogę już mu zarzucić, że się pruje jak całkiem zdrowy człek). Z uporem domaga się soku warzywnego- pomarańczowy już wypił próbując połknąć witaminę. Niestety, ta ogromna pastyla utkwiła mu gdzieś między zwieraczem górnym przełyku a tchawicą, co w niekorzystny sposób wpływa na jego proces respiracji.

Postanawiam się ubrać i wyskoczyć do apteki i sklepu. (Nie, nie znaczy to wcale, że uwierzyłam w te głodne kawałki, które mi Wkurzak przez telefon wciskał. Wiem, że się nie dusi, ale doceniam kreatywność podejścia.) Kupię sobie coś na bolące gardło i inne oznaki nadciągającego przeziębienia, a przy okazji nabędę sok warzywny dla Wkurzaka. Po powrocie połknę pigułkę, nakarmię i napoję Wkurzaka, doczytam tekst, połknę następną pigułkę… Jutro rano będę jak nowa...
‘Słaba płeć, a jednak najsilniejsza….’

2 komentarze:

Becia pisze...

Ha, skąd ja to znam?!?!Męża mam - więc wszystko jasne:P

Aryel1 pisze...

To samo zaraz pomyślałam- Wkurzak to typowy przedstawiciel męskiego gatunku co to od kataru umiera, a przy 37 stopniach jęczy owinięty kocem spod którego wystaje tylko czubek nosa... i trzymany kurczowo pilot od telewizora.