niedziela, 16 stycznia 2011

42. Uśmiech „Mona Lisy”


Autor: Leonardo da Vinci
Tytuł: „Mona Lisa" („La Gioconda”)
Data: 1503-1505
Rozmiar: 77cm x 53cm
Technika: olej (?) na drewnie topolowym

Technika obrazu jest iście tajemnicza. Badania mające określić techniki pędzla czy skład pigmentu nie doprowadziły do żadnych konkretnych rozwiązań. Cechą tego dzieła okazała się niematerialność. Obraz przepuszcza promienie Roentgena, jego faktura nie daje się zbadać żadnym mikroskopem. Portret jest jakby przezroczysty, ukrywa swoje techniczne tajemnice, nawet użyte pigmenty nie są do uchwycenia. (Przypuszcza się, że do malowania da Vinci stosował barwniki roślinne używane w farbiarstwie, wymieszane w elastycznej zawiesinie ze spoiwem tak ulotnym, że niezostawiającym po sobie śladu.)

Na obrazie: kobieta „pracowicie uśmiechnięta, smolista, niema i wypukła, jakby z soczewek zbudowana” 1 na tle „wklęsłego krajobrazu; między czarnymi jej plecami, które są jakby księżyc w chmurze, a pierwszym drzewem okolicy jest wielka próżnia piany światła”.

Całość skomponowana baśniowo i statycznie: rozmyte, chłodne barwy, rozproszone światło, zamarła w bezruchu niewiasta. Żadnego ruchu w tle- ni to drzewa, ni to góry ani drgną, wiatr ich nie porusza, ich bezruchu nie burzy ani człek, ani zwierz.

Dominantą obrazu jest postać kobiety- dość korpulentnej, o dużych dłoniach, splecionych i ułożonych na brzuchu. Jej wieku nie sposób określić, a urodą trudno się zachłysnąć. Migdałowe oczy portretowanej patrzą prosto na oglądającego obraz, a jej niewielkie usta układają się w najbardziej znany uśmiech świata. Nie, nie jest to uśmiech ‘od ucha do ucha’, jedynie lekkie uniesienie lewego kącika ust, ledwie muśnięcie uśmiechu. A może to po prostu grymas, wyraz znużenia monotonią pozowania, mimowolne drgniecie wargi, które nie uszło uwagi Leonardo i które mistrzowsko przelał na ‘płótno’ ( a właściwie kawałek topolowego drewna).

Obraz jest arcydziełem zagadkowości i niedomówienia. Od setek lat zachwyca i intryguje, zazdrośnie strzeże swych tajemnic warsztatowych, jest pożywką niekończących się spekulacji na temat tożsamości modelki, przyczyny, dla której się uśmiecha, znaczenia pejzażu uwiecznionego w tle. Pytań jest tyle, co i odpowiedzi na nie, a żadna nie jest rozstrzygająca i jedyna. I dobrze. Osobiście nie chcę wiedzieć, kim była modelka da Vinciego i dlaczego się uśmiecha. To jej tajemnica i jej broń przeciw zapomnieniu, zapadnięciu się bezszelestnie w niebyt historii opowiedzianych. Ta historia nie ma końca, więc trwa.

Myślę, że mistrz Leonardo też się cieszy. Zatriumfował nad potęgą ‘szkiełka i oka’, tak nam - ludziom z przełomu wieków- bliską. Stworzył enigmę wszech czasów, która mówi do nas językiem wszystkim znanym, ale niedookreślonym, wyczuwanym, ale nienazywalnym.

‘Mona Liso’- zachowaj na zawsze swoje tajemnice, zostań tam, gdzie jesteś, z oczami, które „marzą nieskończoność”. Chętni, by się z Tobą spotkać, znajdą do Ciebie drogę „przez siedem gór granicznych", gdzieś między sercem a .... sercem.


_______________________________________________________
1. Kursywą zaznaczono cytaty z wiersza Zbigniewa Herberta „Mona Lisa”.

10 komentarzy:

Becia pisze...

Ja chyba jakaś nie czuła jestem, ale mnie Pani sama w sobie nie zachwyca....Ale dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy, które dodają magii obrazowi...

Amber pisze...

Same here :)

...po prostu nie z tej bajki jestem :P

Aylla pisze...

Aylla (zdumiona i zszokowana) pyta: Jak nie zachwyca, skoro zachwyca??? Parafrazując Gombrowicza: Wielkie malarstwo,będąc wielkim i będąc malarstwem, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca. Koniec i kropka.

Becia pisze...

o ile mnie pamięć nie myli, Mr. Gombrowicz zachwyt swój wyraził i owszem, ale wobec poezji (i to poezji Juliusza Słowackiego)i to poezja wielką była i to ona miała zachwycać:D i zachwyca, ale też nie zawsze

Becia pisze...

ha, a żeby jeszcze bardziej ciśnienie autorce podnieść, dodam, że Dama z łasiczką (tudzież z gronostajem, nie wiem co to to było) też mnie nie zachwyca!
Koniec i bomba, a dalej, to już wiesz, jak leci :D

Aylla pisze...

*załamuje ręce i włosy z głowy rwie*

Gombrowicz wielkim pisarzem był,
A jako taki nigdy się nie mylił!!!
(zarówno w kwestiach literatury jak i malarstwa).
A da Vinci, Leonardo
OGROMNY talent miał,
Do wszystkiego,
Czego się tykał.

Tak więc, obaj zachwycają-
Inaczej być nie może!
Wybacz jej niewiedzę
Panie Boże!

Amber pisze...

Co ja na to poradze, ze mnie inny rodzaj sztuki zachwyca :/

...prosze o troche zrozumienia, czy to tak wiele *puppy eyes*

Becia pisze...

Przecież ja nie mówię, że talentu mu brak,
Leonardo to geniusz-niezaprzeczalny fakt!
Gombrowicz też głupi nie był, pisać umiał.
Widocznie mój umysł wzniosłości obrazu nie skumał.

Aylla pisze...

@Becia- koleżanka jak zwykle w świetnej formie! Uwielbiam potyczki słowne z Tobą (wierszem i prozą). :)
@ Amber-a niech tam, jest Ci wybaczonym. :)

Becia pisze...

@Aylla, jaka tam forma!! to jest właśnie przejaw braku formy, ale wczoraj miałam strasznie kiepski dzień na pisanie w każdej formie. Dziś pewnie byłoby lepiej:D